FANDOM


Kolejny dzień zaczął się dla mnie tak samo. Leżałam w wyrku, myśląc o tym, żebym nie została wezwana. Wiecie, jakie to ciężkie, tak latać w tej i z powrotem? Nie chce się mówić.

Ubrałam się i zeszłam na dół. Mama malowała kolejny obraz. Jak zwykle pięknie rozmieszczone postacie. Podeszłam bliżej, żeby przyjrzeć się szczegółom. 

-Ale piękne.

Mama odwróciła się do mnie i uśmiechnęła się.

Redan dig, Avie? I dziękuję. 

Jasne. Kolejna lekcja szwedzkiego. Mama pytała, czy już wstałam. Spojrzałam na zegar powieszony na ścianie. Była 7:03. Dlatego się pytała. Nie należałam do rannych ptaszków. Kiwnęłam głową.

-Chcesz może śniadanie?

-Tak, chętnie coś zjem. A znając moje szczęście, pewnie zostanę wezwana do Walhalii. 

Mama wiedziała o tym, że jestem walkirią. Jej jedynej Loki, czyli mój tato powiedział, kim jest. Moim zdaniem nie powinna mu wierzyć. Był w końcu bogiem kłamstw. 

-Mam, nadzieję, że nie. Chciałabym w końcu spędzić z tobą dzień.

Otrząsnęłam się z zamyślenia.

-Coś mówiłaś?

Mama roześmiała się.

-Tak, Avie, coś mówiłam. Dokładnie, że chciałabym spędzić z tobą dzień.

-Ja też bym chciała. Może pomogłabym ci przy obrazie. I spaliłaś grzanki.

Mama zaklęła po szwedzku, jak to miała w zwyczaju. Zdecydowanie przejęłam to od niej. Przeklinanie po szwedzku to była dla mnie codzienność. 

Potem zaczęła przypiekać kolejną partię grzanek. Nagle usłyszałam dziwny dźwięk. Co jest?  Pobiegłam na górę, do mojego pokoju. JASNE. Kolejne wezwanie! Nawet nie zjadłam śniadania!

***

Pobiegłam do hotelu Walhalla, na łeb - na szyję, po drodze klnąc po szwedzku, bo albo but mi się rozwiązał, albo się potknęłam... Masakra.

Już w hotelu, zmachana przybiegłam do sali głównej. Przywitał mnie Helgi.

-O, jesteś, Avery. Dobrze, że się nie spóźniłaś - spojrzał krytycznie na moje buty. - Powinnaś je wyczyścić.

Zaklęłam cicho. 

-Pędziłam na szybkiego. Przepraszam.

-No, więc wróć się do wejścia i wyczyść je, panienko.

Mina mi zrzedła, ale co miałam zrobić? Wróciłam się do wejścia i wyczyściłam buty. Weszłam do hotelu, witając koleżanki Walkirie, wśród nich było mnóstwo mojego przyrodniego rodzeństwa. Aczkolwiek dzieci Lokiego cieszyły się raczej złą sławą, bo tatuś jest kłamcą. Skrajna niesprawiedliwość.   

Helgi mi powiedział, że mam iść na 19 piętro, coś się tam stało. Kiedy poszłam do windy, pod nią panował niesamowity tłok. Spytałam najbliższą Walkirię, co się stało. Odpowiedziała, że do końca nie wiadomo. Podejrzane...

***

Wpadłam do pokoju Magnusa, żeby mi to wszystko wytłumaczył. W drzwi walnęłam z buta, pokazując się w drzwiach. Magnus spojrzał na mnie.

-Puka się, Avie.

-Jag bryr mig inte - powiedziałam po szwedzku. Oczywiście nie zrozumiał, wpatrywał się we mnie tępo tymi swoimi gałami. Westchnęłam. - Powiedziałam: Mam to gdzieś. Co się, do cholery, dzieje?!

Magnus wzruszył ramionami.

-Nie mam pojęcia! Myślisz, że każdy coś wie?! Nie sądzę.

-Och, zamknij się. Spróbuję się czegoś dowiedzieć. Ale chodź ze mną.

***

Szłam z synem Frejra przez korytarze hotelu. Pytałam się wszystkich, o co chodziło. Podobno był atak na hotel. Kogoś z innego ze światów. Tatuś szykuje zemstę?

Magnus Chase, syn Frejra, co jakiś czas zaglądał na mnie ukradkiem. Udawałam, że tego nie widzę. Ale cieszyłam się powodzeniem u tego chłopaka.

Był przystojny. Miał sięgające do połowy szyi miodowe włosy i szare, burzowe oczy. Średniego wzrostu, deczko niższy ode mnie (mam 1.75). Wszyscy robili z nas parę. Przypadek?


Już wiem, co jest!

Brawo, Avie! Właśnie dostałaś nagrodę "Już wiesz, idiotko"! Cieszmy się!

Hotel został zaatakowany - to pewnie wiecie. Ale to nie był zwykły atak. Widzieliśmy olbrzymy, zbudowane ze śniegu i lodu, i... mojego ojca. Czy on do reszty zwariował?! Atakować miejsce, gdzie przebywają jego własne dzieci?! Pierdoła.

Trudno, wbiegłam do pokoju walkirii i wzięłam mój ukochany miecz, a dodatkowo łuk i napełniony strzałami kołczan. Oprócz tego założyłam płaszcz maskujący, na wszelki wypadek.

Wyszłam spokojnie z hotelu, oczywiście opieprzyć ojca na miejscu. Dodatkowo, dla efektu, zdjęłam iluzję z oczu.

Kiedy Magnus mnie zobaczył, prawie zemdlał.

-Avie... Co się stało z twoimi oczami?

-To mój naturalny kolor - powiedziałam, a potem znikłam mu z oczu.

Biegłam przez pole, po drodze strzelając do olbrzymów i klnąc po szwedzku. Natura wzywa.

W końcu go zobaczyłam.

Jasne włosy powiewały mu na wietrze, a wokół niego była aura tajemnicy. Kiedy mnie zobaczył, uśmiechnął się złowieszczo.

-Witaj, córko - powiedział.

-Żadna "córko"! Co ty sobie myślisz?! Atakować miejsce, gdzie są twoje własne dzieci?! Wiem, że jesteś bogiem intryg, panie Loki, ale to przesada!!! Nie chcę cię znać! Nie mogę uwierzyć, że jesteś moim ojcem!

O dziwo, Loki spojrzał na mnie z podziwem i spokojem.

-Avery, wiem, że jesteś porywcza, uwierz, wiem o tobie wszystko. Masz mroczną naturę. Dołącz do mnie, ma córko.

-Na mnie te słodkie, złote słóweczka nie działają - warknęłam. - Jeśli śmiesz się tknąć ten hotel dzisiaj, to przysięgam na wszystkich bogów, przeszyję mieczem - wyciągnęłam demonstracyjnie swoje ostrze. - I to będzie bez ostrzeżenia - powiedziałam dumnie, po czym oddaliłam się od ojca, gromiąc go lodowym spojrzeniem.

***


Kiedy weszłam z powrotem do hotelu, wszyscy patrzyli na mnie z podziwem.

-Jackson, jak żeś to zrobiła? - spytał Helgi, który przeciskał się przez tłum ludzi, żeby mi pogratulować.

Oblałam się rumieńcem.

-Mała groźba i pogawędka z tatusiem wystarczyły - uśmiechnęłam się szelmowsko.

-Groźba?! - wszyscy się zdziwili.

-Wolę nie wdawać się w szczegóły.

Nagle w moją stronę zmierzała moja przyrodnia siostra - Sam Al-Abbas.

-EJ! - wrzasnęła do tłumu. - Dajcie Avie spokój! Odwrócił się, to odwrócił. Nie potrzebujemy tu wywiadu z Avery Jackson.

-Haha, dzięki, siostro - powiedziałam i poszłam w spokoju do pokoju, po drodze "zmieniając" kolor oczu.

***

Sam mnie zaraz dogoniła.

-Avie?

-Uhm? - odwróciłam się do siostry.

-Co się dzieje z twoimi oczami?! Niedawno miałaś mroźny niebieski!

Westchnęłam.

-Myślałam, że jesteś na tyle spostrzegawcza, żeby zobaczyć, że noszę iluzję - szepnęłam.

-Iluzję? - Sam zrobiła wielkie oczy.

-Tak. A co, miałabym chodzić z takimi oczami, jakie mam?!

-W sumie racja, Avie. Z twoim naturalnym kolorem nie miałabyś takiego powodzenia u chłopców, jakie masz, Panno Wysoka Drabino.

Mam 1,75 m wzrostu, (a przy tym 17 lat), więc Samira często mnie tak nazywa.

-Już bez takich... - westchnęłam i przewróciłam oczami.

***

Wróciłam do domu, zmęczona i głodna. Mama uśmiechnęła się i mnie przytuliła.

-Avie, jesteś zmęczona? Możesz iść spać jak chcesz. Ja zaraz zrobię coś do jedzenia. Chcesz coś szczególnego?

-likgiltig - powiedziałam, po czym udałam się do wyrka. A, zapomniałam przetłumaczyć. Powiedziałam: "Obojętne".

Magnus i ja. Love story

Couple base 2 by noemi bases - Kopia
Śnił mi się Magnus. Jego włosy lśniły w słońcu, a szare oczy patrzyły na mnie z troską. Nie chciałam się wybudzić z tego snu. Wtedy w śnie pojawiła się znana mi postać - ja. Długie, brązowe włosy miałam rozpuszczone, oczy miałam, o dziwo, naturalne.

Było lato. Magnus i ja byliśmy na łące. Biegaliśmy po niej. Nagle Magnus pchnął mnie na trawę i pocałowaliśmy się. Był to długi, namiętny pocałunek. Mój sen pokazywał, że jesteśmy parą. Dziwne. A może rzeczywiście nią jesteśmy? Emanowała z nas miłość, namiętność i radość.

Nagle usłyszałam alarm. Długi, głośny dzwonek obudził mnie z sennego marzenia. Ubrałam się pospiesznie, wzięłam miecz i wybiegłam z mieszkania. Po drodze napisałam na szybkiego mamie kartkę. Nie wiedziałam, co się dzieje.

Wbiegłam do hotelu. PALIŁO SIĘ! A w płomieniach stał... mój ojciec. Nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam. Loki uśmiechał się złośliwie i powiedział cicho:

-Witaj, Avery.

Co gorsza, pokazał mi, kogo miał w zanadrzu - Magnusa, który wyglądał okropnie. Musiałam przejść przez płomienie, żeby go uratować. Ściskałam miecz w prawej ręce, w drugiej trzymałam delikatnie naszyjnik z runą Lokiego, który dodawał mi pewności siebie. Co dziwne, Loki zniknął.

Magnus... Muszę go uratować... Magnus.


Pobiegłam naprzód, wrzeszcząc coś, czego sama nie rozumiałam, cięłam mieczem na prawo i lewo, płomienie mnie parzyły, ale w końcu dotarłam do niego. Przecięłam więzy i popchnęłam go poza ogień.

-Co się stało? - spytałam szeptem. - Nic ci nie jest?

-Nie zajmuj się mną, Avery - wyjąkał chłopak z trudem. - Płomienie.

Łatwo gadać. Pobiegłam przez płomienie do hotelowej łazienki. Odkręciłam kran. Woda popłynęła i zaczęła wszystko gasić. Po chwili płomieni nie było.

Wzięłam Magnusa na ręce i wybiegłam z hotelu. Po chwili byliśmy w lesie, gdzie mogłam zobaczyć, czy syn Frejra nie ma jakichś poważnych ran.

-Magnus...?

Chłopak powoli, z trudem, otworzył oczy.

-Avie?

-Nic ci nie jest? Dlaczego mój ojciec to zrobił?

Magnus nie odpowiedział. Delikatnie, aczkolwiek ze stękaniem wskazał swoje prawe ramię. Odsłoniłam delikatnie jego podartą koszulkę i zobaczyłam spore poparzenie.

Na szczęście miałam przy sobie jakiś bandaż. Szybko, ale precyzyjnie owinęłam jego ramię i udźwignęłam go tak, żeby się na mnie oparł. Chyba wiecie, o co chodzi.


***

Przywlekłam go do domu, gdzie powiedziałam mamie co się stało. Mama postanowiła, że Magnus przenocuje u nas. Miałyśmy wolny pokój, więc wspólnymi siłami ulokowałyśmy tam jeszcze przytomnego chłopaka. Magnus położył się delikatnie na łóżku.

Siedziałam przy nim połowę nocy. Kiedy miałam pewność, że chłopak zasnął cicho wyszłam do swojej miejscówki.

Nie mogłam zasnąć. Dostałam bólu głowy, nie mogłam przestać myśleć o zdarzeniach, które mnie napotkały. To było dla mnie zbyt wiele. Wstałam, cichaczem przeszłam się po domu.

Nagle coś usłyszałam, jakby szept. Nie słyszałam tego wyraźnie, ale jakby ktoś mówił "Avery, chodź do mnie". Szept był cichy i miał głos mężczyzny.

Nie wiedziałam, co robić.

***

Wzięłam głęboki oddech i poszłam w kierunku głosu... Ale najpierw zaopatrzyłam się w broń. Niestety, z braku miecza, który został w moim pokoju, poszłam cichcem do kuchni i załatwiłam sobie patelnię.

Kogo zobaczyłam? Tatusia... A niech szlag tego Lokiego...

-Witaj, Avery...

-Czego tu chcesz, cholero jedna?!

-Tak się do mnie odzywasz...? - Loki udał zdziwienie.

-Do rzeczy, czego chcesz?!

-Ciebie, Avie. Bądź po mojej stronie - uśmiechnął się szelmowsko.

-Nigdy tak się nie stanie.

-Zobaczymy...

Uderzył mnie czymś w rodzaju magii. Uskoczyłam, jednak w tym samym czasie walnęłam go patelnią. Oberwał i natychmiast zniknął.

Przerażona tą sytuacją, pobiegłam do pokoju Magnusa.

Nie było go.


***

Spanikowałam. Szukałam go wszędzie, ale go nigdzie nie było. Nagle pod moimi nogami zobaczyłam mały skrawek papieru. Był to liścik.

Szlag! W liście było napisane: "Zabrałem Magnusa. Bywaj".

Ten list mogła napisać tylko jedna osoba. I wiem, kim ona jest.


***

Poczułam się bezsilna. I nagle na moich policzkach pojawiły się szlaczki łez. Płakałam. Magnus... nie mogłam go stracić. Byłam bez szans z Lokim.

-I co ja mam zrobić...? - wyszeptałam przez łzy. - Loki jest nieobliczalny...

DOŚĆ. Weź się w garść, Avie. Twoja własna narodowość na to nie pozwoli. Za Szwecję!
Avery


Otarłam ostatnie łzy i wstałam. Ale co powinnam zrobić...?

***

Martwiłam się o Magnusa. Loki mógł mu coś zrobić. Myślałam o nim. Magnus...

DOŚĆ. Wstałam i zaczęłam rozmyślać nad tym, co powinnam zrobić. Pobiegłam do swojego pokoju i wyciągnęłam spod łóżka miecz. W słabo oświetlonym przez księżyc pokoju broń błyszczała zadziornie, a w jej ostrzu widziałam własną zatroskaną twarz i czerwone od płaczu oczy. Pokazywał mi prawdę. Martwiłam się o Magnusa i płakałam z tego powodu.

Wyjęłam tarczę z wymalowaną runą Lokiego - symbolem, który towarzyszył mi codziennie - miałam z nią naszyjnik, tarczę i wiele innych przedmiotów. Przypominała mi, kim jestem.

***

Napisałam kartkę mamie i przypięłam na tablicy korkowej koło lodówki w kuchni. Zostawiałam tam mamie wiadomości, czasem listę zakupów.

Wzięłam jakieś ciepłe ubrania, spakowałam mój plecak, zabrałam dodatkową broń i wyszłam z domu. Czekała mnie długa wędrówka. Pierwszy kierunek: Walhalla.

***

-Hearth! Blitz! Gdzie jesteście?! - wołałam na całe gardło, aż zaczęłam kaszleć. -Żyjecie?!

-Avie...? - usłyszałam głos Blitzena. - Stoimy za tobą.

Odwróciłam się gwałtownie i stanęłam oko w oko ze svartalfem i Elfem Światła. Spojrzałam na nich i zaczęłam trajkotać:

-Mój porypany tatusiek, Loki, zabrał Magnusa! Nie mam pojęcia, gdzie jest! Musimy go szukać...

-Czekaj. Nie rozumiem - powiedział Blitzen. -Możesz to jeszcze raz powiedzieć?

-A czego tu nie rozumiesz?! Mamy mało czasu!!! Wyjaśnię to po drodze. Może być?!

Chłopcy skinęli głowami.

-No to wyruszamy. Ale chyba najpierw trzeba się przygotować...


Co ja robię ze swym życiem? Proszę Samirę o pomoc.

Zamknęłam się w pokoju, myśląc co robić dalej. Wzdychałam co jakiś czas. Nie mogłam praktycznie nic zrobić. Magnusie... Czy ty jeszcze żyjesz?

Nagle usłyszałam pukanie i skrzypnięcie drzwi.

-Avery...? - do pokoju weszła moja mama. Osoba, którą kochałam za wszystko. Tylko bez jednej sprawy - za to, że zaufała Lokiemu. Bez tego byłabym normalna.

-Uhm?

Mama usiadła i spojrzała na mnie.

-Co się stało?

-Wolę nie mówić. Chociaż... to też twoja sprawa. Loki zabrał Magnusa. On przecież może go zabić! A jego ojciec jest bezsilny w tej sytuacji!!!

Mama mnie przytuliła.

-Avie... Kiedy poznałam twojego ojca to było zupełnie inaczej... Był cudownym mężczyzną. Pamiętam Lokiego jako długowłosego blondyna o zaskakująco pięknych oczach i cudnej urodzie. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Kiedy on zwrócił na mnie uwagę, byłam tak samo smutna jak ty. Wtedy zaczął mnie pocieszać i powiedział, że możemy iść na kawę, on stawia. Po drodze poznaliśmy się bliżej. Nie podał mi swojego imienia. Był cudowny. Owinął mnie sobie wokół palca. Nie mogłam się na niczym skoncentrować. Pewnego razu Loki zaprosił mnie do siebie. Wtedy, kiedy byliśmy sami, wyznał mi, kim jest. Byłam przerażona, ale go zrozumiałam. Potem pojawiłaś się ty, a on mnie opuścił. - W oczach mamy zalśniły łzy.

Spojrzałam na nią.

-On tego pożałuje, mamo. Zostawiać tak wspaniałą kobietę jak ty? - przytuliłam ją. - Jeszcze pożałuje.

-Avery... - mama była załamana. -Tak mi przykro... Tak się z tym źle czuję... Loki był taki jaki był, a ja byłam ślepa.

-Nie martw się! - otarłam łzy, wstałam i wyciągnęłam miecz spod łóżka. - Poproszę o pomoc kogoś... Ale kogo...? Hearth i Blitz poinformowani... Potrzebny mi jakiś dobry wojownik. Samira?

-Za bardzo się pogrążasz w marzeniach. Loki wie o tobie naprawdę dużo, żeby nie mówić wszystko. Musisz być ostrożna.

-Wiem. Chciałabym jeszcze tylko coś zjeść i pędzę do domu Sam. Mam nadzieję, że mnie nie zabije.



Z PAMIĘTNIKA AVERY JACKSON

Wpis pierwszy. Kalmar, Walhalla i inne...

Może zacznę od początku. Urodziłam się w Kalmarze, w Szwecji. Mama była wtedy w swoim rodzinnym państwie. Byłam w Kalmarze, to naprawdę piękne miasto. Mieszkamy tam niestety tylko na wakacjach, chociaż nawet wtedy dostaję wezwania z Walhalli. Czym jest Walhalla? Może to dziwnie zabrzmi, ale to hotel z mitologii nordyckiej. Bogowie i te inne stwory z sag skandynawskich istnieją naprawdę. A ja jestem Walkirią, kobietą powołaną przez władcę bogów do przyprowadzania ludzi, którzy umarli z bronią w reku, do Walhalli. Później powiem o tym więcej...

Ale wróćmy do Kalmaru i początków. Nasz dom jest przy kalmarskim rynku, jednak przyjeżdżamy tam tylko na wakacje lub kiedy mam wolne. Normalnie mieszkam w Bostonie, w Ameryce.

***

Jestem walkirią. Powołaną przez Odyna, mimo że jestem córką jego wroga, Lokiego. Tak. Jestem półboginią i mam naprawdę porypanie rodzeństwo. "Kogo?", ktoś spyta. A, na przykład gadającego wilka lub sporo olbrzymów. To takie frustrujące.


***

-Avie, co ci upadło na łeb?! - Sam nie była zachwycona. - Ja już mu tyłek ratowałam nie wiem ile razy! Nie możesz sama?

-Sam, ale ja potrzebuję twojej pomocy... - zaczęłam, ale nie dała mi skończyć.

-Już mnie nie czaruj, Jackson. Ja też mam inne sprawy na głowie. A to TY chcesz go uratować.

-A co byś niby ty zrobiła?!

Zastanowiła się.

-A kto go porwał?

-Czwarty raz mówię, że Loki.

Spojrzała na mnie uważniej.

-Loki, mówisz...? Niedobrze... - Samira zaniepokoiła się, po czym spojrzała na mnie. - Idziemy do ciebie, tam ułożymy plan i pogadamy.

Westchnęłam.

-No dobra...

***

-Sam, co ty mówisz? - spytałam po raz kolejny.

-Normalnie. Zajdziemy ojca od dwóch stron - pokazała mi plan. -Rozumiesz...?

Przypatrzyłam się planowi mojej przyrodniej siostry. Wydawał się stosunkowo prosty. Ja z Hearthem od jednej, Sam z Blitzem od drugiej... Nie spodziewałam się czegoś takiego. Musiałam przemyśleć to.

W tym momencie usłyszałam pukanie. Mama weszła do mojego pokoju.

-Av? O! Dzień dobry, Sam - pokłoniła się Samirze, po czym wyszła.

Westchnęłam i mruknęłam coś do siebie po szwedzku.

-To co? Wracamy do omawiania planu...?

***

Kiedy odprowadziłam Sam pod drzwi i pożegnałam ją, poszłam do swego pokoju, zamknęłam drzwi i usiadłam na łóżku. Myślałam o Magnusie, Lokim, Szwecji... Poczułam, że oczy mnie pieką. Położyłam się i wpatrywałam się w sufit. Zamknęłam oczy.

Zasnęłam.

Śniły mi się mgła i ogień, a potem usłyszałam głosy, krzyki... To było przerażające... I nagle zobaczyłam we śnie Magnusa... Był w klitce, z boku głównego holu pałacu mego ojca. Leżał wyczerpany na podłodze... Moje serce zaczęło bić mocniej i się obudziłam.

Przestraszona wstałam i poszłam do kuchni, by napić się wody. Przy okazji popatrzyłam na zegarek. Była 3:00. Spokojnie nalałam sobie wody mineralnej i wypiłam od razu. Westchnęłam. Magnus. Martwiłam się o niego, a jednocześnie niewiele mogłam zrobić... Chociaż nie mogłam czekać.

Spojrzałam przez okno. Miasto spało, a delikatne i jasne światło lamp prowadziły moje oczy w najdalsze zakątki dzielnicy, niczym słońce podróżnika idącego na zachód. Patrzyłam też na gwiazdy, lecz kiedy tak się patrzyłam, zobaczyłam konstelacje mojego znaku zodiaku - mężnego lwa.

Patrzyłam na znak i nagle usłyszałam ciche kroki, dyskretnie wzięłam do ręki patelnię i nóż - prymitywne uzbrojenie, i czekałam...

-Avie? Co tu robisz? - usłyszałam głos mamy. Natychmiast odstawiłam broń kuchenną i jęknęłam.

-Trudno powiedzieć. Śnił i się Magnus... Nieprzytomny... To było straszne... Okropne... - łzy zalśniły mi w oczach, ale się opanowałam.

Mama spojrzała na mnie i mnie przytuliła.

-Oj, Av... Bardzo się martwisz o tego chłopaka?

-Tak. Nawet nie wiesz jak bardzo. A przecież wiesz, jaki jest Loki, prawda?

-Ja, jag vet... - mama użyła języka szwedzkiego. Oznaczało to "tak, wiem". Dodatkowo, w językach skandynawskich, nie czyta się litery "g". Funkcjonowało to zarówno w szwedzkim, jak i w norweskim czy duńskim (o islandzkim niewiele wiem).

***

Dziś znowu o nim myślałam. Starałam się odwrócić myśli od tego chłopaka, ale nie mogłam...

Westchnęłam i wzięłam MP3, założyła słuchawki i włączyłam ulubiony szwedzki przebój - "Ridom, Ridom" Falconera. Wsłuchiwałam się w mocny rytm tej piosenki, zamknęłam oczy.

Wyobraziłam sobie, że "Jadę, jadę", tak jak w tytule piosenki. I zobaczyłam Magnusa... Jego oczy praktycznie nie miały koloru, włosy poblakły - był słaby. Łzy mi napłynęły do oczu... Znowu?

Jęknęłam. Mogłam nie działać i to robiłam...

Ale Magnus mnie potrzebował. Ale co ja powinnam zrobić? Sam miała pomysł, ale czy dobry? Zadzwoniłam do niej.

***

Przygotowałyśmy razem z Samirą najpotrzebniejsze rzeczy, spakowałyśmy je, wzięłyśmy broń i wyszłyśmy. Kierunek: Walhalla.

Ta, po drodze klęłam w moim ojczystym języku, bo jak pędzę do tego przeklętego hotelu, to zawsze coś musi się stać...

...Tym razem... gołębie. Przyczepiły się mnie jak pijane płotu. Dobrze, że żaden się na mnie nie załatwił...

***

Ridom, ridom, ridom över sanden,

solen sjunker bortom Arnafell.

Mörkret breder skuggor över sanden,

spöken kommer fram när det blir kväll.

Herren leder gångarn min,

ännu är det långt till gård och grind...

Piosenka "Ridom, Ridom" Falconera.

Szłam z siostrą do dyrekcji hotelu, by zameldować, że idziemy w BARDZO WAŻNEJ sprawie.

Sam zaczęła mówić, ja stałam z tyłu i czekałam, aż wyjdziemy z przyjaciółmi Magnusa na randkę z przeznaczeniem (lub misja, jak kto woli...).

Nagle poczułam dotyk noża... Znajdował się tuż przy moim gardle. Zerknęłam na Sam. Podobnie jak przy mnie jakiś drab trzymał przy jej gardle nóż.

I usłyszałam szept:

-Oddaj kasę, ślicznotko.

Jak miło! Ale ja tylko namacałam nogą jego splot słoneczny i z całej siły kopnęłam w to miejsce. Nóż i koleś upadli. Następnie wyciągnęłam z kieszeni na broń "nowoczesną" mój mały podręczny pistolet (tak, mam pozwolenie na broń).

Spojrzałam na Sam. Facet ją "opuścił", czyli po prostu zwiał. Ja mojego dręczyciela trzymałam na chodniku, celując pistoletem.

-P-p-ani... J-j-ja przepraszam... Proszę, daruj mi życie.

Pokazałam mu, żeby się wynosił. Kiedy gościu uciekał w pośpiechu, ja napotkałam pytające spojrzenie Sam.

-Wiesz, kiedy się mieszka tutaj, wypadałoby mieć bardziej przyziemną broń niż miecz - odparłam wymijająco.

***

Biegłyśmy z Sam co sił w nogach, by tylko uciec do "ukochanego" miejsca wszystkich walkirii - Walhalii. Szczerze mówiąc, wolałabym siedzieć na tyłku w Szwecji...

Spojrzałam w dal. Hotel był blisko. Zwolniłam tempa i schowałam pistolet. Sam zrobiła to samo (bez pistoletu oczywiście).



Z PAMIĘTNIKA AVERY JACKSON

Wpis drugi. Jestem dziwna - tak myślę

Każdy już wie, że jestem córką Lokiego. Ale nie jestem taka przeciętna. Loki nie posiada nade mną kontroli. Dlaczego? Urodziłam się w jednym z trzech krajów Wikingów. Te trzy kraje to Norwegia, Dania i Szwecja - jak wiecie, pochodzę z tego trzeciego państwa Skandynawskiego.

Oprócz tego NIE jestem zmiennokształtna - to mnie wyróżnia wśród dzieci Lokiego. Ale za to natura mojego ojca obdarzyła mnie inną zdolnością - świetnie nakładam iluzje (musiałam się pochwalić... Wybaczcie). Ta zdolność czasem mi się przydaje - kiedy część planu wymaga nałożenia iluzji lub upozorowania czegoś, od razu zaczyna się "Avie, nałożysz iluzję?". Nietypowe dziecko Lokiego - to ja. Jestem dziwna.


Hotel był coraz bliżej... Jednak nagle mój telefon zaczął piszczeć. Aha, SMS. Spojrzałam na ekran i przystanęłam. Nowi einhejrarzy?! Spojrzałam na Samirę:

-Sam... Nowi walczą o bohaterską śmierć... Idziemy?

Wzruszyła ramionami.

-W sumie możemy.

Pobiegłyśmy w tamtą stronę. Nowymi w Armii Odyna mieli zostać chłopak i dziewczyna. Mogli być rodzeństwem, chociaż nie byli podobni do siebie. Bronili starego człowieka, którego napadł jakiś bandyta.

Spojrzałam na moją przyrodnią siostrę. Sam kręciła wszystko, tak jak należało. Widziałam, że dziewczyna zaraz umrze. Chłopak, który, nawiasem mówiąc, był bardzo przystojny, jeszcze się trzymał. Bandyta na nich nacierał. Miałam ochotę wyciągnąć miecz i zabić potwora.Jednak wiedziałam, że oni mają umrzeć w słusznej sprawie...

To był już koniec. Jedno i drugie umarło bohaterską śmiercią... Teraz należało ich zaprowadzić do Walhalii.

***

W Hotelu poznałam bliżej nowych członków Armii Odyna. Miałam być ich walkirią, więc musiałam ich poznać, tak czy siak. Michael i Annabell Fate byli rodzeństwem. Różnili się praktycznie wszystkim, poza oczami. Oczy ich obu były szare i pochmurne, przenikliwe i czaił się w nich błysk, który jakby mówił: "jak coś mi zrobisz, to się srogo zemszczę".

Annabell była średniego wzrostu blondynką z tymi szarymi oczami i miała lekko niezadowoloną minę, kiedy na mnie patrzyła. Może była o coś zazdrosna? Nie mam bladego pojęcia.

Michael zaś był wyższy ode mnie (oho, cud!). Jego włosy były czarne, chociaż końcówki były w kolorze mocnej kawy. Kiedy patrzył na mnie, świdrował mnie oczami.

-Będę dzisiaj waszą walkirią -powiedziałam. -Chodźcie ze mną.

***

Kiedy skończyłam wykład o ich bohaterskiej śmierci, nad ich głowami pojawiła się runa. Niecodzienna. Wprost nieoczekiwana.

Ich rodzicem był Widar.

***

Po ceremonii przyjęcia nowych do Armii Odyna, spotkałam się z Michaelem. Wyjaśniłam mu sprawę Magnusa Chase'a.

-Błagam, pomożesz mi?! - pytałam.

Chłopak tylko pokiwał głową.

-Pomogę ci, Avery... Ale moja siostra...

-Co ona?

-Ona cię chyba nie lubi... Ale ja tak - syn Widara uśmiechnął się lekko, po czym, co mnie zupełnie zaskoczyło, zbliżył się do mnie i delikatnie pocałował. Zarumieniłam się cała, zaskoczona tym gestem i wbrew mojemu rozumowi, który wrzeszczał "wariatko, to nie Magnus!", odwzajemniłam pocałunek. Staliśmy tak kilka sekund, ale nagle, co było już do reszty nienormalne, lekko go odepchnęłam.

-C-co ty wyprawiasz? - spytałam. - W Sądny Dzień nasi rodzice są po innych stronach...

Wzruszył ramionami.

-Pomogę ci, Avery - rzekł. - Przekonam do tego moją siostrę.

Uśmiechnęłam się.

-Tack - podziękowałam w swoim ojczystym języku.


***

Kiedy szłam do swojego mieszkania, rozmyślałam, co Michael miał na myśli, całując mnie. Przecież chciałam należeć wyłącznie do Magnusa... To czemu odwzajemniłam ten pocałunek?

Lazłam teraz przez park, patrząc na drogę. Nie byłam w nastroju... Cholercia, jak ja bym chciała być teraz w Szwecji...

Rozejrzałam się. Nic nie było ciekawego. Usiadłam na ławce i zamknęłam oczy.


***

Szłam do domu. Wolałam już się nie pokazywać w tej przeklętej Walhalli... Zdradziłam Chase'a. Było mi źle.


***

Usiadłam na swoim łóżku i wzięłam zeszyt. Zaczęłam przeglądać moje zapisku z WDŻ-u. Zapiski były po szwedzku, żeby nikt nie mógł wiedzieć, co tam napisałam. Były to staranne pisma o miłości. Jak nie czuć się zdradzonym i jak nie zdradzić. Tego potrzebowałam.


Coś niedobrego. Czytaj: Loki.

Przyszłam do Walhalli, żeby obgadać z Michaelem sprawy dotyczące... wszystkiego. Tylko jest problem. Jego siostra uważa, że nie powinien się ze mną zadawać, bo Widar ma pokonać syna Lokiego, Wilka i w ogóle takie tam głupoty...

Rozejrzałam się po XIX piętrze i zobaczyłam znak Widara na jednych z drzwi. Spojrzałam na nawisko. Podpis głosił:

Fate Michael, syn boga zemsty, Widara.

Zapukałam.

-Proszę! - odezwał się Michael. Weszłam.

-Cześć - zaczęłam spokojnie.

-Witaj, Avery. Co cię do mnie sprowadza? - spojrzał na mnie tymi swoimi kawowymi oczami.

-W sumie wszystko - odparłam.

Uśmiechnął się.

-Avery, ja mam jedną do ciebie sprawę - wziął mnie za rękę i popatrzył w oczy. Po czym delikatnie jedną ręką złapał mnie za talię. - Kocham cię -wyszeptał. - Bardzo cię kocham, córko Lokiego.

Byłam zdumiona. Chciałam odzyskać syna Frejra, a ten mi tu gada, że mnie kocha!

-A... twoja siostra? - zaczęłam delikatnie. Wiedziałam, że Annabell mnie nie lubiła.

-Nie obchodzi mnie to - Michael przyszpilił mnie do ściany i zaczął całować.

-H-hej!

Przestał na chwilę.

-Coś się nie podoba?

-Tak. Przyszłam do ciebie, byś mi pomógł odzyskać mojego chłopaka! A ty co?! Ty wyznajesz mi miłość i masz mnie gdzieś! - byłam naprawdę zdenerwowana.

-Ach tak?! - zapytał Michael i puścił mnie, a następnie pokazał drzwi. - Idź sobie. Moja siostra ma rację. Jesteś dzieckiem Kłamcy.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.